STRONA GŁÓWNA

AUTOR

Łukasz Czeszumski

DOLAROWE WOJNY

JEDNYMI Z NAJLEPIEJ ROZWIJAJĄCYCH SIĘ FIRM OD LAT 90. SĄ MIĘDZYNARODOWE KORPORACJE NAJEMNIKÓW.


Skończyły się w polityce Afryki podziały na bogatych białych i ciemiężonych czarnych. Na kapitalistów i komunistów. Skończyły się ideologiczne gry. Dziś liczy się tylko pieniądz.
I Afryka ma pieniądze. W niemal nieograniczonych ilościach. Pieniądze w złocie, w diamentach, ropie naftowej, miedzi, boksytach, i innych minerałach, które niezbędne są do egzystencji mieszkańcom zasobnych krajów północy.
Najbiedniejsze kraje świata, których mieszkańcy tysiącami każdego dnia mrą z głodu, na AIDS i malarię, których przecietni mieszkańcy są szczęśliwi, jeśli dziennie zjedzą kilka garści ryżu, te kraje są miejscem bezlitosnej walki, w której stawką są setki milionów dolarów.

 

ŻOŁNIERZE FORTUNY:


Najemnicy współczesnych wojen... Prywatne armie werbują tylko profesjonalistów najwyższej klasy. Kto wie jak, ten trafi do potencjalnego pracodawcy nawet przez internet. Ale nie jest to potrzebne. Legalnie zarejestrowane firmy działają oficjalnie w Europie Zachodniej i USA jako "firmy doradzrwa wojskowego", czy pod przykrywką agencji ochroniarskich. Ochotników jest wielu: Na afrykańskich wojnach można sowicie zarobić. Zawodowcy zazwyczaj wracają żywi i z pieniędzmi. I z dumą zwyciężcy, która pozostanie, gdy już utraci się ostatni grosz.
Werbunek odbywa się najczęściej przez stare znajomości z wojska. Weterani z elitarnych jednostek specjalnych czesto trzymają się ze sobą mimo zakonczonej lub przerwanej służby. Firmy poszukujące chętnych na zamorską wyprawę muszą tylko znać dojście do zamkniętej grupy byłych komandosów. Aktualnie konkurencja jest tak duża, że doświadczeni żołnierze sami szukają zajęcia. Tak samo, jak żądni wrażeń amatorzy. I często nie znajdują pracodawcy. Ten rynek jest wąski. Nie wchłania wszystkich. Ba, zbiera tylko śmietankę. Przyjmuje tylko najlepszych.
Ci gorsi mogą iść do mafii, lub, jako "wolni strzelcy" proponować swoje usługi lokalnym warlordom trzeciego świata. Ale to już działanie na ryzykownym terenie i niepewna zapłata. Niepewna? Zamiast pieniędzy można po akcji dostać kulę w łeb...
Ci "lepsi" są w elicie, i robią to, czego ich nauczono. W większości wypadków, jest to jedyne, co potrafią. Sprzedają swoje umiejętności. Za pieniądze. Instruktor, szkolący gwardię prezydencką jednego z biednych krajów może zarobić 2500$ na miesiąc, plus koszty utrzymania. Nie jest to majątek, lecz przecież instruktor nie ryzykuje życia. A to właśnie za ryzyko (i kwalifikacje) się płaci.
Szeregowiec uczestniczący w operacjach wojennych zarabia 3500-4500 $. Podoficer ze specjalizacją - minimum 5 tysięcy. Oficerowie, oraz specjalisci najwyższej klasy (np. piloci) mogą liczyć na 12-14 tysięcy dolarów na miesiąc. W kontrakt wliczona jest zwyczajowo polisa na życie. Jednak nikt nikomu nie zapewni polisy na zachowanie stanu psychicznego. A z piekła nikt nie wychodzi takim, jakim wszedł. Anonimowy najemnik z EO powiedział dziennikarzowi Time'a, że "prawdziwa robota najemnika to trupy każdego dnia, widok śmierci, które zostają w człowieku na zawsze".
Skończyła się zimna wojna. Uformował się obraz nowej rzeczywistości - opartej nie na ideologii, a na korzyści. Afryka znalazła się na celowniku prywatnych armii opłacanych przez biznesowe giganty. Skąd wzięły się prywatne organizacje najemników? Kim są ich przywódcy? Kim klienci? Jak wygląda ich działalność?

 

EXECUTIVE OUTCOMES:


Pod koniec lat osiemdziesiątych sytuacja polityczna w RPA przypominała beczkę, zanurzoną morzu tak głęboko, że ciśnienie w każdym momencie może ją zgnieść. Ostatni bastion białej władzy w Afryce wrzał. Sytuacja była dramatyczna: Zalamanie gospodarcze, demonstracje uliczne przeradzające się w krwawe zamieszki, koszmarne warunki panujące w murzyńskich gettach, i nadzieja ich mieszkańców na to, że walkę można wygrać. System apartheidu trzeszczał w posadach. Utrzymywał go w istnieniu tylko sprawny aparat przymusu.
Jednym z oficerów okrytego ponurą sławą DCC był Eeban Barlow, urodzony w Rodezji blisko 40 lat wcześniej, rozpoczął karierę wstępując do armii południowoafrykańskiej. W ciągu lat jego droga zawodowa prowadziła przez wiele stanowisk w rządowym resorcie siłowym. Finalnie trafił do wywiadu, do komórki zajmującej się zwalczaniem opozycji.
Barlow, podobnie jak wielu kolegów po fachu rozumiał, że obecna sytuacja skończy się rozpadem apartheidu. Wraz z końcem zimnej wojny RPA nie mogło dłużej być "ostoją zachodniego świata" w opanowywanej przez komunistów Afryce. Gdy ostatecznie władzę przejmą czarni, dla ludzi z przeszłością w zwalczaniu ANC skończy się praca i jakiekolwiek perspektywy. Barlow znalazł jednak wyjście. Pomysł był prosty i nowatorski: stworzyć firmę prywatną, zbudować ją na fundamencie kontaktów i doświadczenia byłych agentów i żołnierzy RPA, oferującą swoje usługi na rynku wojny. Afryka ma niesamowite bogactwa naturalne, i obfitość lokalnych wojen.
Przedsięwzięcie Barlowa okazało się wizjonerskim.
Pierwszym zleceniem dla firmy "Executive Outcomes" było "oczyszczenie" roponośnych rejonów Angoli z oddziałów prawicowej partyzantki UNITA. Akcję zlecił przyjaciel Barlowa, Tony Buckingham z firmy Heritage Oil&Gas, a zapłaciła za nią korporacja naftowa Gulf-Hevron.
Najemnicy, weterani z elitarnego 32. batalionu piechoty RPA z pomocą nowoczesnej broni i świetnej organizacji wykonali całą operację szybko i bez większych strat. Od tej misji rozpoczął się nieprzerwany ciąg sukcesów EO.
Przez dwa lata instruktorzy z koncernu szkolili żołnierzy angolskiej armii. Równolegle wykonywali zlecenia przeciw partyzantom. Oczywiście za sowitą opłatą od komunistycznego rządu. Stare niesnaski poszły w zapomnienie: rebelianci UNITA - dawniej sojusznicy RPA, ginęli od rakiet i kul najemników Barlowa.
W połowie lat dziewiędziesiątych EO rozrosło się do holdingu operującego na terenie niemal całej Afryki. Składa się na niego kilkadziesiąt powiązanych firm, zajmujących się całą gamą usług: od handlu bronią i ekspertyz logistycznych, po ochronę i doraźną "pomoc wojskową".
Kolejną głośną akcją EO było rozgromienie rebeliantów w Sierra Leone. Jako zapłatę koncern otrzymał udziały w kopalniach diamentów, oraz zajęcie dla żołnierzy, ochraniających miejsca wydobycia.

Prywatna armia Barlowa liczy dziś ponad dwa tysiące ludzi. Posiada nowoczesną broń, środki łączności, lekką artylerię, własne śmigłowce i samoloty transportowe. Akcje planowane są przez fachowcówznających warunki wojenne Afryki od podszewki. W działaniach ludzie z EO nie patyczkują się. Bez skrupułów używają m.in. bomb fosforowych, zakazanych przez prawo międzynarodowe. Bomby te mogą niszczyć całe wioski. Nikt nie potrafi policzyć, ilu cywilów zginęło podczas antyrebelianckich operacji EO.
W roku 1992 organizacja zostaa wyrzucona z RPA. Przez wiele lat posiadała biuro w Londynie, a od niedawna jej siedziba główna mieści się w Michigan, w USA. W Stanach Zjednoczonych zarejestrowana jest jako firma ochroniarska - "Światowy lider w profesjonalnej ochronie".
Kolejne zamówienia dla najemników sypią się z całego świata. Zazwyczaj są to oferty szkoleniowe.
Szachowy konik (logo koncernu), konik który gotów jest zbić każdą figurę na politycznej szachownicy globu, jest dziś symbolem współczesnego najemnictwa. Organizacja nie działa przeciw światowym mocarstwom. Lecz zapomniane, pogrążone w chaosie kraje dają jej gigantyczne możliwości rozwoju.
- Nie uważamy się za Rambo - mówi dziś właściciel firmy - osobiście używam nazwy "prywatni rozjemcy".

 


SANDLINE INTERNATIONAL:


Korporacja, oferująca "profesjaonalne doradztwo wojskowe" została założona przez byłego oficera Armii Brytyjskiej, weterana odznaczonego za bohaterską walkę na Falklandach, Tima Spicera.
Kierownictwo firmy składa się wyłącznie z byłych oficerów sił specjalnych Wielkiej Brytanii i USA, lecz żołnierze są werbowani z dowolnych narodów.
Po zakazaniu działalności firmie w Anglii (po głośnym skandalu misji w Papui-Nowej Gwineji gdzie najemnicy mieli być wykorzystani do wyswobodzenia z rąk rebeliantów kopalni w Bouganville), Sandline została zarejestrowana na wyspach Bahama. Utrzymuje biura w Londynie i Waszyngtonie.
Sandline International jest blisko związana z Executive Outcomes. Zarówno osobistymi znajomościami ich szefów, jak i wspólnymi strukturami wykonawczymi.
Sandline, podobnie jak EO, odmawia przyjmowania zleceń od "niedemokratycznych" rządów, od organizacji terrorystycznych i przestępczych. Jednak czy kraje takie jak Angola można nazwać demokratycznymi - oto jest pytanie. I nie chodzi tu o samą nazwę. Ani o deklaracje w konstytucji.

 

 

KILKA INNYCH WYDARZEŃ


W Zairze w drugiej połowie lat 90. rząd Mobutu Sese-Seko wysługiwał się najemnikami do zwalczania rebeliantów we wschodniej części kraju. Za żołnie dyktatora było prawie 300 obcych żołnierzy. Oddział składał się głównie z Jugosłowian i przybyszów z WNP.
Izraelska firma Levdan przez 3 lata sprzedawała broń, sprzęt wojskowy, i oferowała szkolenia armii kongijskiego prezydenta Pascala Lissouby.
Komory, wyspy na Oceanie Indyjskim w latach 1975 - 1995 dwudzistokrotnie padały ofiarą kolejnych zamachów stanu. Za trzy z nich odpowiada francuski najemnik Bob Denard i wynajęci przez niego ludzie. Tacy jednak romanyczni najemnicy jak Denard czy Mike Hoare przedstawiają sobą ludzi z innej epoki.


Są w Afryce miejsca, które nazwać można tylko piekłem. Miejsca, gdzie życie ludzkie nie ma żadnej wartości, a karabin można kupić za kilkanaście dolarów.
Kraje takie, jak Sierra Leone - gdzie miasta są rozpadającymi się ruinami, w których rządzi głód, choroby, szaleństwo i krwawe reżimy.
Tymczasem w samej Angoli kopalnie diamentów dają zysk w wysokości 350 - 450 milionów dolarów na rok.
80 do 90 procent afrykańskich zasobów mineralnych jest w ręku ponadnarodowych firm wydobywczych.
W walce o ich zachowanie nie ma zasad. Nie ma też ideologii, ani rasizmu. Rządza pieniądza i władzy nie wybiera koloru skóry.
Ropa, miedź, złoto i diamenty są regularnie powodem wynajmowania żołnierzy do walki na terenie Angoli, Kongo, Liberii i Sierra Leone.

 

 

Łukasz Czeszumski, Kalifornia 2002.

 

WIĘCEJ REPORTAŻY O WOJNACH: PORTFOLIO ŁUKASZA CZESZUMSKIEGO

STRONA GŁÓWNA